Nowa niebezpieczna klasa sięgnie po władzę? | Nowa Konfederacja


Aleksandra Rybińska
Redaktor „Nowej Konfederacji”, publicystka wPolityce.pl

Nowa niebezpieczna klasa sięgnie po władzę?

Z Guyem Standingiem rozmawia Aleksandra Rybińska

Guy Standing

ekonomista, twórca pojęcia „prekariatu”

 

 

Prekariat urósł już na tyle, by mógł stać się siłą polityczną. Są to w większości ludzie młodzi, dobrze wykształceni. Plutokraci może na krótką metę wygrywają, ale tylko na krótką metę
 

W marksistowskiej teorii mieliśmy burżuazję, klasę średnią i proletariat. Pan utworzył nową kategorię: ludzi pracujących po kilkanaście godzin na dobę na umowach śmieciowych – prekariat. Czy prekariusze to nowi proletariusze, czy coś zupełnie innego?

Wydaje mi się, że te stare etykiety straciły już nieco na aktualności. Prekariat różni się od proletariatu w trzech wymiarach. Podczas gdy proletariusz podlegał proletaryzacji, co oznacza, że był warunkowany do tego, by akceptować życie pełne ciężkiej, ale stabilnej pracy, prekariusz jest warunkowany to tego, by akceptować życie pełne ciężkiej, ale niestabilnej pracy. Tyle, że brak stabilności i bezpieczeństwa panuje w przypadku prekariusza nie tylko w pracy, ale również poza nią. To pierwsza różnica, dość fundamentalna.

Druga polega na różnicy w dystrybucji. Prekariusz uzyskuje dochód wyłącznie z pensji. I ten dochód jest niepewny i maleje z czasem. Proletariat, czyli robotnicy pracujący na pełen etat w fabrykach, na wszystkich etapach swej historii otrzymywał wynagrodzenie także w formach niepieniężnych. Był to dostęp do zasiłków, emerytur, rent, pomocy państwa i sieci wsparcia na poziomie wspólnoty. Na to prekariusz liczyć nie może. Inaczej niż proletariat w XX wieku, prekariat w XXI wieku doświadcza więc chronicznej niepewności. Ryzyko szoków jest nieznane. Podczas gdy proletariusz wiedział, że szoki mogą wyniknąć z wypadków, bezrobocia, macierzyństwa, choroby, prekariusz nie jest w stanie przewidzieć szoków, z którymi przyjdzie mu się zmierzyć. A gdy już nadejdą – nie może liczyć na pomoc państwa w postaci emerytur, płatnych urlopów, chorobowego.

Jest to dziś zresztą źródłem napięć między nowym prekariatem a tym, co zostało z proletariatu. Bo proletariat wciąż istnieje, podobnie jak klasa średnia, która ma pewne posady i stabilne pensje, może sobie też pozwolić na wakacje. Te grupy nie znikną. Różnica między „kiedyś” a „dziś” jest przede wszystkim taka, że liczebność klas, które cieszą się stabilnością – maleje. Członkowie tych klas coraz częściej lądują w prekariacie, który doświadcza chronicznych pułapek biedy.

Trzecim wymiarem jest to, że prekariat to pierwsza klasa ludzi pracujących, która zamiast z czasem zyskiwać prawa – traci je. Traci prawa obywatelskie, kulturowe, społeczne i gospodarcze, które inne klasy przed nim wywalczyły. Kulturowe, bo prekariusze nie przynależą do dominującej społeczności. Polityczne, bo nie czują się reprezentowani przez partie. Socjalne, bo nie mają dostępu do gwarantowanych przez państwo przywilejów. I gospodarcze, bo nie mogą wykonywać wyuczonego zawodu.

Ale najgorszy aspekt prekariatu to ten, że jego członkowie są żebrakami. Muszą żebrać o przysługi, przypodobać się biurokratom. Spełniać warunki. Odstać swoje w kolejce, by otrzymać ochłapy.

Niektórym taka forma zatrudnienia odpowiada. Pozwala na łatwą zmianę miejsca pracy, a nawet całkowitą reorientację zawodową. Mało kto chce dziś pracować przez 30 lat w tej samej firmie, na tym samym stanowisku…

To romantyczna opowieść mijająca się z rzeczywistością. Prawda jest taka, że prekariuszom brakuje zawodowej tożsamości. Narracji, która nadałaby ich życiu rytm. Dziś są dziennikarzami, jutro mogą być zupełnie kimś innym. I to nie dobrowolnie, tylko z przymusu. Wykonują często pracę wyraźnie poniżej swoich kwalifikacji. Nawet jeśli ktoś ma wysokie wykształcenie, umiejętności i kontakty oraz wysokie wynagrodzenie, jutro może nie mieć nic. I wylądować w prekariacie, stracić zawodową tożsamość i być zmuszonym do tego, by wykonywać pracę niemającą nic wspólnego z jego wykształceniem i wyuczonym zawodem.

Inaczej niż proletariat w XX wieku, prekariat w XXI wieku doświadcza chronicznej niepewności

Zauważyłem, że szczególnie dziennikarze rozumieją sytuację prekariatu, bo większości z nich grozi taki właśnie los.

Prekariusze nie cierpią także w takim samym wymiarze co proletariusze na fałszywą świadomość. Proletariusz często myśli: „mam stabilną, pełnowymiarową pracę, która będzie trwała tak długo jak będzie trwała firma, która mnie zatrudnia. Wszyscy jesteśmy częścią wspólnoty”. Proletariusze utożsamiają się z firmą, w której pracują, są wobec niej lojalni. Członek prekariatu ma raczej skłonność do tego, by traktować swoją pracę instrumentalnie. I nie cierpi na fałszywą świadomość, że praca da mu szczęście i spełnienie. W końcu w każdej chwili można go wymienić na następną osobę, tak po prostu, z dnia na dzień.

Prekariusz jest wykorzystywany także poza czasem pracy, bo musi wykonywać dodatkowe zadania, które nie podlegają wynagrodzeniu. Proletariusz uczył się zawodowych umiejętności, jeśli się takich uczył, na początku swej drogi zawodowej. I wykonywał tą samą pracę przez całe życie, a technologie pracy rozwijały się powoli, więc miał czas się ich nauczyć i akumulował doświadczenie. Coraz więcej członków prekariatu ciągle musi uczyć się nowych umiejętności – i to błyskawicznie. Często poświęcając na to czas wolny. To rodzi frustrację, wyobcowanie, gniew. Ludzie stają się pasywni, tracą pewność siebie. I może najgorszy aspekt tego wszystkiego: wynagrodzenia w prekariacie nie wzrosną w przeciągu najbliższych dziesięciu lat. Bo globalizacja wywiera presję na pensje – i to w dół.

Czyli prekariat to efekt globalizacji?

Prekariat jest wynikiem globalizacji, zmian technologicznych oraz neoliberalnych strategii, uskutecznianych od lat 80-tych XX wieku. Kiedyś, gdy rosła produktywność, rosły także pensje. Jeśli spojrzy się jednak na dane z ostatnich 20 – 30 lat, wyraźnie widać, że gdy produktywność rosła, płace realne ulegały stagnacji, a w przypadku prekariatu – wyraźnie malały. To kuriozalne zjawisko.

Dzieje się tak, ponieważ do głosu doszli piewcy konkurencyjności. Według nich państwa muszą być konkurencyjne tak samo jak przedsiębiorstwa, a żeby zyskać na globalnym rynku przewagę, należy ciąć koszty pracy. Czyli obniżać pensje, likwidować przywileje pracownicze itd. Zyskują na tym korporacje, krótko mówiąc: kapitał. Dzięki temu prekariat się stale powiększa. Globalny kapitalizm domaga się niskich płac, elastycznych godzin, outsourcingu. To problem strukturalny.

Trudno oczekiwać, byśmy wrócili dziś, w dobie Internetu, globalizacji i zwiększonej mobilności do form zatrudnienia z XX a nawet XIX wieku..

Zgadzam się. Zresztą ówczesny model pracy nie był żadną nirwaną. Prekariat wcale nie chce do tego wrócić. Chodzi raczej o zmianę systemu redystrybucji oraz zwiększenie ilości praw przyznawanych ludziom. To co widzimy teraz, wraz z szerzeniem się prekariatu, to poszukiwanie nowych instytucji. W tym celu powstał ruch Occupy Wallstreet, o to walczą Grecy, Włosi, Hiszpanie, cała południowa Europa. Ludzie nie chcą być dłużej niewolnikami banków i korporacji. Obecnie mamy negocjacje transatlantyckiej umowy handlu, która zapewne zwiększy presję na rynek pracy po obu stronach Atlantyku.

Możemy temu jednak przeciwdziałać. Prekariat urósł już na tyle, by mógł stać się siłą polityczną. Są to w większości ludzie młodzi, dobrze wykształceni. Plutokraci może na krótką metę wygrywają, ale tylko na krótką metę. Przez lata lewica wzruszała ramionami, mówiła, że nie można nic zrobić. Teraz powoli budzi się ze snu królewny. W Hiszpanii mamy Podemos – partię prekariuszy, która może wygrać wybory parlamentarne. W Grecji – Syrizę, która właśnie doszła do władzy. Lewica odzyskuje świadomość.

Banksterzy nie muszą rządzić światem. Jesteśmy silniejsi od nich

Banksterzy nie muszą rządzić światem. Jesteśmy silniejsi od nich. Oni nie mają żadnej legitymacji. Potrzebujemy optymizmu. Możemy doprowadzić do zmiany tylko wtedy, jeśli uwierzymy, że zmiana jest możliwa. Osobiście popieram wprowadzenie uniwersalnego, podstawowego dochodu. Dla wszystkich. Wypłacanego przez państwo. Inaczej będziemy musieli się zmierzyć z rosnąca liczbą ludzi oscylujących na granicy nędzy.

Coś mi to przypomina. W Polsce ludowej mieliśmy zasadę: „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiączki się należy”. Nie przyniosło to zbyt dobrych efektów. Zachodnie społeczne gospodarki rynkowe także doświadczyły tego zjawiska, zwanego „pułapką nieaktywności”, gdy zasiłki były na tyle wysokie, że ludzie nie czuli zachęty do podjęcia pracę. Chyba nie o to chodzi? W końcu ktoś musi zapracować na ten podstawowy dochód…

Podstawowy dochód to coś zupełnie innego. W krajach realnego socjalizmu ludzie udawali, że pracują, a państwo udawało, że im płaci. Nie o to chodzi. Rzecz w tym, by ludzie mieli możliwość decydowania o tym, ile chcą pracować i w jaki sposób spędzać czas. Piszę o tym w nowej książce „A Precariat Charter: From Denizens to Citizens” („Karta prekariatu: od mieszkańców do obywateli”). Mogą zarobić na życie na rynku, ale powinni mieć jakąś siatkę bezpieczeństwa, egzystencjalne minimum, które pozwoli im przeżyć. Kupić jedzenie i opłacić czynsz. Jeśli ktoś chce jednak żyć lepiej – czego chce 99 proc. ludzi – to będzie musiał podjąć pracę. W komunizmie nie było zachęty do pracy, bo pracując czy nie, nie dało się poprawić bytu. My chcemy, by ludzie mieli udział w zyskach z systemu gospodarczego. Musimy więc zmienić system. Zresztą to neoliberałowie tak naprawdę doprowadzili do powstania pułapki nieaktywności, w końcu praca na umowach śmieciowych z najniższym wynagrodzeniem jest na tyle nieatrakcyjna, że wielu ludzi woli pobierać zasiłki.

Wciąż nie odpowiedział pan na pytanie skąd mają się wziąć na to pieniądze. Założenie, że większości ludzi będzie się chciało pracować w sytuacji, gdy można będzie żyć wygodnie nie robiąc nic – jest dość ryzykowne…

Należy podnieść podatki najbogatszym, co zaproponował zresztą prezydent Francji François Hollande, odebrać korporacjom ulgi podatkowe, zmniejszyć biurokrację. Krótko mówiąc: odebrać przywileje najbogatszym. Prekariusz, którego faktyczne obciążenie wynosi nawet 80 procent, płaci dziś wyższe podatki niż korporacja. Bo za wszystko musi płacić sam: za służbę zdrowia, za przedszkole dla dzieci. Krótko mówiąc: wydaje większość wynagrodzenia na świadczenia, które powinien dostać od państwa za darmo. To niesprawiedliwe. Moim zdaniem, jeśli ktoś decyduje się na najniżej płatną pracę, nie powinien tracić podstawowych świadczeń. Musi być ta sieć bezpieczeństwa. Gdy człowiek nie jest bezustannie zajęty walką o przetrwanie ma czas na to, by być obywatelem, angażować się społecznie, pomagać innym, zajmować się rodziną. Przestaje być pasywny, staje się świadomym obywatelem.

Czy prekariat to zjawisko ograniczone do zachodnich, rozwiniętych gospodarek? Co z gospodarkami wschodzącymi?

W wielu wschodzących gospodarkach prekariat jest proporcjonalnie mniejszy niż w Wielkiej Brytanii, Polsce czy Japonii. Ale istnieje, w ośrodkach miejskich, bo globalizacja powoli także i tam dociera. Są to młodzi, dobrze wykształceni ludzie bez tożsamości zawodowej. Zmuszeni do elastyczności, do adaptacji. Jeśli chodzi o liczby absolutne, to największy prekariat istnieje obecnie w Chinach, Japonii i Korei Południowej. Tamtejsze korporacje najchętniej posługują się prekariatem. Tyle że władze w Pekinie są tym bardzo zmartwione, ponieważ ten prekariat zalewa chińskie miasta. Tam rozumieją jak niebezpieczna jest rosnąca masa prekariatu dla społecznego pokoju. I chcą temu przeciwdziałać. Byłem niedawno w Chinach z serią wykładów i przekonałem się o tym. Często pracuję w Indiach, gdzie testujemy pilotażowo podstawowy dochód. I przynosi to pozytywne efekty. Ludzie nie muszą się bać o egzystencję, więc uruchamiają własną działalność gospodarczą, produktywność rośnie, powstają nowe miejsca pracy. A więc: tak, prekariat to zjawisko globalne. I rośnie bardzo szybko. 

Aleksandra Rybińska

Redaktor „Nowej Konfederacji”, publicystka wPolityce.pl

 

 

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 3 (57)/2015, 4–31 MARCA, CENA: 0 ZŁ

ARTYKUŁ POWSTAŁ DZIĘKI DARCZYŃCOM. ZOSTAŃ JEDNYM Z NICH!

Nowa Konfederacja w potrzebie


 

 

„Nowa Konfederacja” nr 3 (57)/2015
Opublikowano: 4.03.2015
pdfpdf


Skomentuj artykuł
  • WordPress(4)
  • Facebook(0)
  • Google Plus(0)
4 odpowiedzi na „Nowa niebezpieczna klasa sięgnie po władzę?”
  • A cóż to za moda się zrobiła na lansowanie kawiorowej lewicy wszędzie od krypolu po NK?
    Jak już ktoś zauważył, wprowadzenie gwarantowanego podstawowego dochodu spowodowałoby, że 80% populacji spędzałoby czas na piciu piwa oglądaniu telenowel oraz organizowaniu rozruchów i demonstracji celem wymuszenia na rządzie podwyższenia tegoż dochodu.
    i jeszcze zlote myśli „Należy podnieść podatki najbogatszym, (…) Krótko mówiąc: odebrać przywileje najbogatszym.”

  • @em_es Jeżeli ktoś stawia słuszne diagnozy to nie ma racji, bo jest z kawiorowej lewicy? Daleko mi do tego środowiska, ale z większością argumentów się zgadzam. Podnoszenie podatków najbogatszym? Tak, ale z zastrzeżeniami. Poziom dochodów kwalifikujących się do zapłaty najwyższej składki powinien być zmieniany wraz z poziomem zamożności społeczeństwa, aby nie przesadzić z liczbą osób, które muszą płacić największą stawkę. Nie uważam także, że „80% populacji spędzałoby czas na piciu piwa oglądaniu telenowel oraz organizowaniu rozruchów i demonstracji celem wymuszenia na rządzie podwyższenia tegoż dochodu”. To miałaby być podstawa, która pozwalałaby na podjęcie ryzyka. Oczywiście, nie każdy decydowałby się na nie, ale pozwoliłoby to na spełnienie marzeń. Teraz jak chcesz rozwinąć startup musisz posiadać środki, aby przeżyć rok (taki wniosek nasuwa się w większości rozmów z osobami, które zaryzykowały). Skąd takie środki znajdzie osoba po studiach? Inkubatory? Nie bądźmy śmieszni. Firmy państwowe odgrywają inną rolę niż ich prywatne odpowiedniki. W Polsce efektywność jest kluczowa w sektorze prywatnym, natomiast zapomina się o innowacyjności, bo po co? Skoro i tak zysk się o wiele nie zwiększy. Wystarczy bardziej docisnąć pracownika.

  • B. ciekawe. Odłożę do przemyslen. Natomiast z wywiadu nasuneła mi sie jedna uwaga: Jesli Stending ma rację dot. prekariatu z jednej strony i oraz panstwa & plutokracji z drugiej, to warto byloby aby pamietal o analizie Micheala Oakeshotta dot natury tzw zrzeszen celowych vis a vis panstwo. Zrzeszenia celowe (korporacje, organizacje charatatywne, zwiazki zawodowe, etc) zrzeszaja sie dla jakich celow. Natomiast panstwo to zrzeszenie oparte o praworządnosc, bez wyznaczania sobie celow doraznych. Jest to zrzeszenie obywatelskie, wynikajace z uznania przez ludzi tego, co jest sluszne i niesluszne, czyli w oparciu o fundamentalne wartosci tworzace wspolnotę. W konsekwencji jest to zrzeszenie moralne (w tym Oakeshott calkowicie zgadza sie z lordem Actonem). Warto zwrocic uwagę, ze jesli Stending ma rację, to neoliberalizm traktuje panstwo jak zrzeszenie celowe a nie obywatelskie, wyzuwajace z podstawowych praw rzesze najbardziej aktywnych ludzi. Zapewne wczesniej czy pozniej zarządają oni uznania swoich praw.

  • Ciekawy wywiad, duża część diagnozy jest trafna, a jednak proponowane rozwiązania — KATASTROFALNE! (Popierajmy ich wprowadzenie, ale u naszych wrogów — sami się wykończą).
    ———————————————————————————————————————————————————————
    Dochód gwarantowany — w sytuacji braku przymusu większość woli oglądać TV, pić piwo, albo łowić ryby, zresztą przy obecnym stopniu finansjalizacji oraz niskiej świadomości proletariatu już wkrótce połowa osób zastawiłaby DG pod kredyt na jednorazową potrzebę (potwierdzają to badania biednych rolników w Indiach) i sytuacja wróciłaby do stanu poprzedniego, tylko na jeszcze gorszym poziomie równowagi.
    ———————————————————————————————————————————————————————
    Dlatego idea DG ma elementy słuszne, pod warunkiem, że jest realizowany w dobrach nietransferowalnych, np. darmowej opiece medycznej na minimalnym poziomie dla każdego OBYWATELA, bonie edukacyjnym itp. dobrach.
    ———————————————————————————————————————————————————————
    Elementy wyrównywania nierówności nie powinien realizować zabójczy dla gospodarki horrendalny podatek dochodowy (wymieniana Francja już odczuła zabójcze jego skutki), co silnie progresywny podatek spadkowy — dla skrajnego bogactwa do spłaty nawet przez 20 lat.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ZABEZPIECZENIE ANTYSPAMOWE - w celu zabezpieczenia przed robotami spamującymi prosimy rozwiązać proste zadanie. *
Time limit is exhausted. Please reload CAPTCHA.