Polska droga od słabości do siły

Przeznaczeniem Polski jest przewodzić Europie Środkowo-Wschodniej. Być zwornikiem wymiany gospodarczej północpołudnie i wschódzachód. Bo Polska to największy kraj regionu i przez jej terytorium wiodą najkrótsze szlaki handlowe.

Nadchodzą wielkie geopolityczne zmiany. Wzrost potęgi chińskiej osiągnął tak wielkie rozmiary, że rozsadza obecny porządek świata. Zmuszając Amerykę do przeciwdziałania próbie wypchnięcia jej z kluczowego dla planetarnej hegemonii Zachodniego Pacyfiku. Temu służą transoceaniczne strefy wolnego handlu. Temu służy przerzucenie imperialnego potencjału na morze śródziemne XXI w. kosztem Europy. Tego skutkiem jest destabilizacja Bliskiego Wschodu, Afryki Północnej, wreszcie Ukrainy. To najpewniej zaledwie przedsmak bezmiaru chaosu, który czeka świat w drodze od obecnego ładu międzynarodowego do przyszłego.

Wariant najspokojniejszy to duża korekta dzisiejszego porządku. Wariant najgwałtowniejszy to jego wywrócenie do góry nogami. Zatem w najbliższych latach nic nie jest pewne i wszystko jest możliwe. Łącznie z III wojną światową, wieloma konfliktami regionalnymi, odwróceniem wielu sojuszy, gwałtownym awansem jednych i rozpaczliwą degradacją drugich.

Przekleństwo i błogosławieństwo

Polska powinna się, wzorem poważnych graczy, przygotować na nadchodzące przewartościowania. Należy w tym celu wykorzystać dotychczasową słabość naszego kraju, którą można przekuć w siłę. Naszym przekleństwem – i zarazem błogosławieństwem – jest położenie pomiędzy (mówiąc językiem klasycznej geopolityki) zamkniętym kontynentalnie Heartlandem, czyli lądowym sercem Eurazji, a otwartym na szerokie wody i żywszym gospodarczo Rimlandem, czyli morskimi obrzeżami europejskiej części Eurazji. To czyniło przez ostatnie 300 lat z Polski byt o charakterze buforowym, upchnięty w uskoku geopolitycznym, niejako w korytarzu pomiędzy potężnymi siłami, przedmiot gry silniejszych.

Jednak to samo czyniło z niej wcześniej jedno z największych i najpotężniejszych państw Europy. I była to, w kontraście do obecnej, sytuacja naturalna. Przeznaczeniem Polski jest przewodzić Europie Środkowo-Wschodniej i być zwornikiem wymiany gospodarczej północ–południe i wschód–zachód, ponieważ jest największym krajem regionu i przez jej terytorium wiodą najkrótsze szlaki handlowe łączące Wschód z Zachodem oraz Bałtyk z Morzem Czarnym, Adriatykiem i Morzem Śródziemnym. Takie terytorium to bezcenny skarb. Właśnie dlatego jest ono od setek lat obiektem nieustannej agresji z różnych stron, która doprowadziła z czasem do – nienaturalnego, podkreślmy – stanu dominacji zewnętrznych hegemonów.

Radykalne przewartościowania geopolityczne oznaczają – pośród mgławicy możliwych scenariuszy rozwoju wypadków – szansę na zmianę tej sytuacji. Tak jak inni poważni gracze Polska powinna skalkulować swój narodowy interes i dążyć za wszelką cenę do znalezienia się w gronie tych, którzy w najbliższych latach gwałtownie awansują.

Międzymorze po amerykańsku i po polsku

Dlatego powinna pomyśleć o projekcie Międzymorza po polsku. Dlaczego „po polsku”? Dla odróżnienia od formuły intermarium suflowanej nam przez Waszyngton. To głęboko niepokojące, jak polscy komentatorzy bezwiednie biorą za dobra monetę amerykańskie pochlebstwa o naturalności polskiego przywództwa w regionie i wezwania do budowy środkowoeuropejskich sojuszy. Imperium nie mówi takich rzeczy w interesie peryferyjnego kraju buforowego. Mówi to w interesie własnym. Polega on dziś na powstrzymaniu rewizjonizmu rosyjskiego i zmuszeniu Kremla do akceptacji statusu juniorpartnera Ameryki bez doprowadzenia do istotnego wzmocnienia Polski. Samodzielna strategicznie Rzeczpospolita przewodząca Międzymorzu byłaby bowiem niekontrolowanym graczem, zdolnym do zbyt dalekiego odepchnięcia  i destabilizacji Rosji, na czym Stanom nigdy nie zależało i nie zależy. Przeciwnie, potrzebowały i potrzebują Kremla jako stabilizatora Heartlandu, a w najbliższym czasie – jako sojusznika przeciw Chinom.

Takie terytorium jak polskie to bezcenny skarb. Właśnie dlatego jest ono od setek lat obiektem nieustannej agresji z różnych stron

Ponieważ jednak Kreml ani myśli być juniorpartnerem, sprawia kłopoty na Ukrainie, podbijając stawkę. Musi być zatem powstrzymany. Amerykanie, cierpiący na nadmiar imperialnych zobowiązań, chcieliby rozwiązać ten problem „jedną ręką”, bez zmiany własnych strategii, przede wszystkim bez odwołania reorientacji na Pacyfik. Nie pozostaje im nic innego, jak posłużyć się sojusznikami w regionie, którzy powstrzymają Rosję i ustabilizują system międzynarodowy w sposób zabezpieczający interesy USA. Sami się specjalnie nie angażując, będą wówczas Amerykanie prowadzili wojnę o swoje interesy w Europie Wschodniej per procura,  pozostawiając sobie zarazem pole manewru do ewentualnych ustępstw wobec Rosji. Do tego właśnie służyć ma projekt Międzymorza w wydaniu amerykańskim.

Tymczasem Intermarium po polsku oznaczałoby samodzielną strategicznie koalicję państw Europy Środkowo-Wschodniej. Wynika ona z obiektywnych geopolitycznych uwarunkowań. A te podpowiadają, jak prowadzić politykę, aby przynosiła korzyści państwu polskiemu i jego obywatelom. I nie chodzi o chciejstwo teoretyczne, lecz jedynie o wpływanie na wydarzenia, tak jak się wpływa na bieg wody, która i tak płynie zgodnie z naturalnym ukształtowaniem terenu. Pomagając jedynie tu i tam w jej biegu i od czasu do czasu dbając w stosownym momencie o pokonanie przeszkody, która tamuje bieg rzeki. Kluczowe jest, by dokonywać tego w odpowiednim czasie i przy pomocy odpowiednich środków polityczno-finansowych. Z czasem rzeka staje się potężniejsza i można myśleć o modelowaniu jej biegu na nowych odcinkach i dopływach.

Po pierwsze, Ukraina

Kluczem do realizacji projektu Międzymorza nie są kraje wyszehradzkie czy bałtyckie. Są one z tego punktu widzenia ważne, ale drugorzędne. Kluczem jest Ukraina. Uważny ogląd mapy Europy  pokazuje to niezbicie.

Ukraina jest potrzebna do tego, aby regionalne szlaki handlowo-transportowe mogły ominąć ciągnące się wężowato przez środkową Europę Karpaty, których pokonywanie znacznie zwiększa koszty. Dziś brak infrastruktury oraz różnice gospodarcze i polityczne blokują rozwój naturalnej, najefektywniejszej ekonomicznie osi transportowej północ–południe, z krajów skandynawskich – i szerzej: Europy Północnej – przez Polskę i Ukrainę, a dalej przez Morze Czarne i cieśniny tureckie dalej w świat.

Ominięcie Karpat i wykorzystanie wielokrotnie tańszych niż szlaki lądowe bałtyckich i czarnomorskich dróg morskich przyniosłoby ogromne korzyści Warszawie i Kijowowi. Dotyczy to zresztą także transportu energii. Dodatkowo wzmocniłoby równie naturalną oś transportowo-handlową wschód–zachód poprzez sam wolumen obrotu kumulującego się na naszym terytorium na obu osiach kierunkowych. Wreszcie zamiast narzekać na przekleństwo położenia między Niemcami a Rosją, korzystalibyśmy na wielką skalę z naszej lokalizacji.

Geografia, drzemiący potencjał naszego ukraińskiego sąsiada, oraz sytuacja, w której się on obecnie znajduje, dyktują, aby zacząć poprzez roztropnie zaprojektowaną i prowadzoną współpracę z Ukrainą. Mającą na celu nie uczestniczenie w wojnie, lecz uzyskanie profitów przemysłowych, surowcowych i finansowych na Ukrainie w zamian za udzielane Kijowowi wsparcie i koncesje. Takie wsparcie przynosi duży zwrot kapitału przy małym wkładzie własnym. A za tym, jeśli zaistnieje polski ośrodek decyzyjny umiejący tym procesem zarządzać,  przyjdą zasadnicze korzyści strategiczne.

Sam początek będzie zdecydowanie najtrudniejszy, gdyż interesy na Ukrainie już teraz mają państwa potężniejsze od nas. A zatem nasza podmiotowa polityka zwłaszcza na początku będzie kontestowana i należy się spodziewać przeciwdziałania nawet naszych najbliższych sojuszników.

Nie miejsce tu na rozważanie reform wewnętrznych, które musiałyby się dokonać, aby projekt Międzymorza mógł zacząć być realizowany. Nie miejsce tu również na projektowanie krótkofalowej polityki zagranicznej Polski. Chodzi mi o pokazanie punktu docelowego, długofalowej wizji, której należy podporządkować nasze wysiłki.

Przywrócić stan naturalny

Zakładając pokonanie początkowych przeszkód, można oczekiwać, że rosnąca zależność polsko-ukraińska może z czasem doprowadzić elity znad Dniepru do przekonania o nieodzowności pogłębionej współpracy, a nawet unii gospodarczej z Polską. Zwłaszcza przy braku wyciągniętej ręki z UE, dalszego słabnięcia projektu europejskiego i ewentualnej siły polskiego kapitału współfinansującego ukraińskie reformy i kluczowe inwestycje. W wymiarze gospodarczym powyższe uwagi dotyczą ułatwionej wymiany handlowej, współpracy energetycznej, surowcowej i transportowej. A także współdziałania z ukraińskim przemysłem zbrojeniowym, który w niektórych segmentach jest bardziej zaawansowany niż Polski oraz ma poważne zaplecze badawcze. Warto też pamiętać, że Ukraina wydaje się mieć potencjał do rozwijania technologii nuklearnej (dysponuje elektrowniami atomowymi), w tym wojskowej, co ma niebagatelne znaczenie.

Po ukonstytuowaniu się ścisłego związku polsko-ukraińskiego stałby się on z czasem nieodzownym elementem sieci transportowej z północnej Europy w kierunku południowym (i odwrotnie). Geografia nam tu sprzyja, bowiem w sposób naturalny powoduje, że łącząc Bałtyk z Morzem Czarnym i omijając przy tym łańcuchy Karpat, to Polska i Ukraina – a nie Niemcy, jak dziś – stają się hubem transportowym Europy. Zachodziłyby tu procesy samoczynne, bo przy odpowiednich regulacjach i osłonie politycznej (zapewniającej zwłaszcza w stosunku do Niemiec biznesowe „równe boisko”) inwestowany w Polsce kapitał osiągałby najlepsze zwroty z inwestycji.

Geografia naszego zachodniego sąsiada jest pod tym względem zdecydowanie mniej korzystna niż nasza. Ale wciąż umożliwia istnienie huba – przy wzmożonym wsparciu politycznym. Przywrócenie Europie Środkowo-Wschodniej jej naturalnej roli wymaga więc skutecznej rywalizacji z Republiką Federalną.

Implozja Rosji?

Nie sposób pominąć przy tym również pytania o naturę Rosji i o jej najbliższą przyszłość. To kraj nieustannie podlegający wewnętrznemu napięciu w zaklętym trójkącie: fatalna geografia ograniczająca rozwój gospodarczy i kumulację kapitału,  kosztowna konieczność administrowania ogromnym obszarem oraz imperatyw powstrzymywania nieuchronnych tendencji secesjonistycznych obrzeży imperium. Te ostatnie grawitują bowiem naturalnie w kierunku atrakcyjniejszych centrów cywilizacyjnych.

W związku z tym państwo rosyjskie cyklicznie, po okresie reform i ekspansji, popada w kryzys zazwyczaj kończący się upadkiem władzy centralnej i implozją. Obecna próba reform i ekspansji dokonuje się w okresie wielkiej słabości wewnętrznej. Oprócz słabości gospodarczej i zapóźnienia technologicznego, granice państwa są przesunięte najdalej na wschód od średniowiecza. A populacja, tak kiedyś liczna w porównaniu do rywali, już nikogo nie rzuca na kolana swym ogromem. Zachodzą także niesprzyjające zjawiska długofalowe: negatywny trend demograficzny, relatywna utrata znaczenia zasobów surowcowych oraz dynamiczny wzrost Chin będących naturalnym konkurentem Rosji na Dalekim Wschodzie i w Azji Centralnej.

Kluczem do realizacji projektu Międzymorza jest Ukraina. Uważny ogląd mapy Europy  pokazuje to niezbicie

Wewnętrzna implozja Rosji jest realna za naszego życia. I – powiedzmy to otwarcie – jest scenariuszem bardzo korzystnym dla Polski. Ten sam obszar, rynek wewnętrzny, surowce naturalne, ale bez twardej kontroli politycznej ze strony Kremla stwarzałyby bajeczne możliwości pomnażania polskiego kapitału na bezkresnym Wschodzie.

Pomost bałtycko-czarnomorski

Wróćmy jednak do scenariusza ścisłego związku polsko-ukraińskiego. Przechodząca przez nasze kraje oś północ–południe  otworzyłaby  kierunki kaukaski i turecki, a co za tym idzie nasze oddziaływanie geopolityczne na tych kierunkach, w tym w zakresie surowcowym i energetycznym. Z czasem w pewnym stopniu dałoby to także otwarcie kierunku chińskiego. Państwo Środka ma swoje interesy biznesowe i (w mniejszym stopniu) strategiczne na Ukrainie. Przede wszystkim zaś Chiny przygotowują podłoże polityczne i inwestują ogromne kwoty w nowy „szlak jedwabny” prowadzący znad Żółtej Rzeki przez Azję Centralną i Turcję do Europy. Z pominięciem szlaków morskich w Rimlandzie azjatyckim kontrolowanych na razie przez flotę amerykańską. W ostatnich miesiącach 2014 r. prezydent Chin Xi bezustannie odnosił się do powstania lądowego „szlaku jedwabnego” wraz z niezbędnymi do tego inwestycjami w infrastrukturę oraz porozumieniami międzynarodowymi.

Polska, sama mając duży rynek wewnętrzny i spinając europejski ruch handlowy ze wschodu na zachód i z północy na południe w kierunku Morza Czarnego i dalej: Kaukazu, Azji, Afryki, Kanału Sueskiego oraz nowego „szlaku jedwabnego”,  zaczęłaby mieć ogromne oddziaływanie na cały tzw. pomost bałtycko-czarnomorski. Czyli na pas państw we wspomnianym powyżej uskoku geopolitycznym pomiędzy heartlandem a rimlandem, co stwarzałoby realne szanse na realizację koncepcji Międzymorza po polsku.

Jeśliby Turcja i Chiny odczuły atrakcyjność i znaczenie Polski, to weszlibyśmy do geopolitycznej gry o przyszłość Europy Środkowo-Wschodniej na prawach podmiotu, a nie narzędzia USA. W przypadku nowej smuty w Rosji dodatkowo stawiałoby to Polskę w roli pierwszego kandydata do prymatu w Europie Wschodniej i stwarzałoby niewyobrażalne szanse rozwoju. Pojawiłoby się naturalnie przyciąganie wszystkich państw położonych pomiędzy Niemcami a Rosją w polską orbitę wpływów. W dalszej fazie ten proces mógłby uruchomić stopniowe przyciąganie do Polski państw skandynawskich zachęconych rolą gospodarczą Polski jako zwornika osi północ–południe i wschód–zachód. Całość pasa bałtycko-czarnomorskiego znalazłaby się w okowach polskich interesów i kotwiczyłaby europejski koniec szlaku jedwabnego przyciągającego handel z dynamicznej Azji. Zdolność Sił Zbrojnych RP do projekcji siły w całym regionie wzmacniałaby dodatkowo nasze interesy. A państwa regionu kojarzące dotychczasowe wpływy rosyjskie z nieprzezwyciężalną słabością gospodarczą orientowałyby się na Polskę, tak jak my orientowaliśmy się na przełomie XX i XXI w. na prosperity kojarzone z Unią Europejską.

Nierealne? Na dziś z pewnością. Powtórzmy jednak, że przy obecnej dynamice sytuacji międzynarodowej wszystko jest w najbliższych latach możliwe. Fortes fortuna iuvat.

Nowa Konfederacja
INTERNETOWY MIESIĘCZNIK IDEI, NR 3 (54)/2014, 3 GRUDNIA–6 STYCZNIA, CENA: 0 ZŁ

O autorze

Jacek Bartosiak
Jacek Bartosiak
Stały współpracownik „Nowej Konfederacji”, doktor nauk społecznych, ekspert CA KJ ds. geopolityki
  1. iarema | 3.12.2014 at 16:05 |

    wersja, za przeproszeniem, mobilna czy tez (kolejne przeprosiny) responsywnosc strony jest beznadziejna. może warto zrezygnowac z tej metody ubezwlasnowalniania czytelnika?

  2. Kajetan | 4.12.2014 at 09:37 |

    Dziękuję za artykuł. Z możliwych podległości, wybieram podmiotowść, dokładnie tak samo jak czynię w życiu prywatnym. Myślę, że świadomość możliwości takiej roli jak w artykule, może pomagać przy wyborach, aby nie zamknąć sobie drogi gdy dojrzejemy do odpowiedzi na takie wezwanie. Ale podstawą jest wzmacnianie nas na każdym polu jako cel podstawowy.

    Czy nie powinno się rozpatrywać i pomóc w rozpadzie Rosji przez działania takie same jakie wykonuje Rosja wobec innych?

    Czy ma Pan jakieś przemyślenia odnośnie dlaczego Rosja i Niemcy prawie zawsze wybierają sojusz ze sobą, zamiast z Polską?

  3. Nie bardzo rozumiem fundamentalności tego rozróżnienia pomiędzy byciem zbrojnym ramieniem Ameryki a niepodległym Międzymorzem.
    Jeśli Ameryka dostrzeże sens w tworzeniu sobie polsko-ukraińskiego zbrojnego ramienia, to będzie musiała nas wzmocnić – tak jak wzmocniła np. Koreę Południową. A kiedy już nas wzmocni, to piłka jest nasza i to od nas zależy, czy będziemy potrafili znaleźć w sobie siłę wewnętrzną do dalszego rozwoju.
    Bo naszym problemem jest właśnie brak siły wewnętrznej.

  4. Pańska analiza cierpi na jedna podstawową wadę, założenie, że tylko Polska może skonsolidować obszar Międzymorza. Istnieje jednak obok Polski konkurent: Ukraina. Pomaganie temu krajowi to hodowanie konkurenci, być może gospodarczo słabej dzisiaj, ale mającej “twarde” atuty w porównaniu z Polską (lepsze gleby, większa liczba ludności) oraz “miękkie” (warstwa kierownicza kraju nie pozwalająca cudzodziemcom na mówienie im co jest dobre).
    Ukraina dzisiaj to nie Dzikie Pola, które można zasiedlić i podporzadkować. To samodzielny gracz polityczny, względem którego czasami interesy Polski i Rosji moga być zbieżne. Czy Polska potrzebuje bufora na południowym wschodzie: tak. Ale to ma być bufor, a nie samodzielny podmiot polityczny. Bufor 30-milionowy i bez dostępu do morza byłby znacznie lepszy niż ten w obecnym kształcie.
    Inny artykuł z NK ma bardziej realistyczne spojrzenie na Ukrainę.
    http://www.nowakonfederacja.pl/kropla-drazy-skale/

  5. Pavlosten | 10.12.2014 at 23:30 |

    ‘Przeznaczeniem Polski jest przewodzić Europie Środkowo-Wschodniej i być zwornikiem wymiany gospodarczej północ–południe i wschód–zachód, ponieważ jest największym krajem regionu i przez jej terytorium wiodą najkrótsze szlaki handlowe łączące Wschód z Zachodem oraz Bałtyk z Morzem Czarnym, Adriatykiem i Morzem Śródziemnym’
    A tym czasem w Parlamencie Europejskim polscy europosłowie z ramienia partii rządzącej blokują i zamykają wniosek projektu Via Carpatia

  6. Waldemar Bartosik | 12.12.2014 at 01:00 |

    ROJENIA WIZJONERÓW.

    Przed ośmiu laty pretendowałem do funkcji prezesa Agencji Nieruchomości Rolnych Skarbu Państwa.
    Przedstawiłem koncepcję prywatyzacji jej majatku przez giełdę i na bazie pozyskanych środków (do 100 miliardów zł) przystapienie do realizacji transkontynentalnej magistrali kolejowej EurAsiaRegina, z największym suchym portem świata w osi Sławków-Hrubieszów.
    Nie osiągnąwszy zrozumienia w konkursie, próbowałem do idei przekonać obu braci Kaczyńskich, potem Marię – przy okazji jej spotkania z żoną Putina na otwarciu Domu Polskiego w St.Petersburgu. Także bezskutecznie.
    W końcu napisałem felieton “Rojenia wizjonerów” i przesłałem do rąk Adama Michnika. Również głucha cisza.
    Mijały kolejne lata, a ja swą “idee fixe” bombardowałem kogo popadło. Włącznie z prezydentami obu kontynentalnych supermocarstw : Chin i Rosji.
    I oto przyszedł przełom :
    Mój świeżo poznany, a z miejsca ulubiony komentator geopolityki, a przypadkiem mój quazi imiennik mecenas Jacek Bartosiak, popełnił znakomity esej, ilustrujący jego wizję Polski.
    Pod kilku względami się różnimy. Ja choćby pierwszeństwo przed Ukrainą dałbym w konstrukcji projektu Rosji i to własnie z powodu prognozowanej przez Jacka implozji jej państwowości, oraz jako nieistotne pominąłbym zagrożenia z jej strony, zważywszy, że na antypodach projektu, jego drugim krańcowym ogniwem i zwornikiem, byłyby Chiny.
    Ale zatroskanie przyszłością Polski jest mi bliskie, prezentowany kierunek myślowy – podobny, zaś wizja porywająca.
    Nareszcie mam sojusznika….

  7. instant loans nanaimo quick payday loans
    payday loans for any credit cash advance midlothian va

Comments are closed.